wtorek, 9 lutego 2016

Nadszedł czas pożegnań

ROZDZIAŁ #29
Zapraszam do ostatniego rozdziału o Jortini z całego opowiadania. Jak wiecie będą tutaj rozdziały pisane z wyprzedzeniem połączone w jedną całość. 

DEDYKACJA DLA: Wszystkich, którzy napisali komentarz pod jakimś postem

CYTAT: "To nie jest pożegnanie, tylko -- do zobaczenia wkrótce -- " .

MIŁEGO CZYTANIA....

(Z rozdziału 29).

Głośno przełknęłam ślinę. - Tttto ja. - udało mi się wydukać. - Pójdzie pani z nami. - usłyszałam głos policjanta. Spojrzałam ze łzami w oczach na Jorge a następnie wyszłam z policjantami. Jadąc na komisariat dużo myślałam. - To musi być jakaś pomyłka. Przecież ja nic nie zrobiłam. - moje myśli ciągle błądziły w okół tego samego tematu. Kiedy dojechałam na miejsce, razem z policjantami wyszłam z radiowozu. Następnie weszliśmy na komisariat. Siedziałam na korytarzu. Usłyszałam tylko, że ma mnie ktoś przesłuchać. Siedziałam jeszcze kilka minut aż nadeszła kolej na przesłuchanie. Weszłam do pomieszczenie i usiadłam na przeciwko policjanta. - Panno Stoessel, zostałaś oskarżona o popchnięcie pana Ross'a Lynch'a na drzwi. Informuję, że przebywa on teraz w szpitalu. Czy przyznaje się pani do tego czynu? - zapytał. Chwilę myślałam i zaczęłam opowiadać jak było. - Owszem, przyznaję się, że go popchnęłam na drzwi, ale było to w obronie własnej. Zamknął mojego... - tu urwałam. Nie wiedziałam czy powiedzieć na Jorge moje przyjaciela czy mojego chłopaka. W końcu zadecydowałam i postanowiłam kontynuować. - Zamknął mojego chłopaka. Potem ja poszłam go szukać i mnie też zamknął. To była włącznie obrona własna. Nie chciałam zrobić mu krzywdy. - skończyłam wypowiedź. Czekając na odpowiedzieć jarałam się tym, że w końcu mogłam powiedzieć na Jorge "mój chłopak". - Dobrze, postanowiłem, że będziesz wolna. Może będziemy potrzebowali jeszcze raz cię przesłuchać za jakiś czas, ale na razie możesz iść. Zmykaj. - usłyszałam policjanta. Po tym uśmiechnęłam się do niego i podziękowałam. Kiedy wyszłam z komisariatu, pomyślałam, żeby może pójść odwiedzić Ross'a w szpitalu, ale... - nie jestem na to jeszcze gotowa. - szepnęłam. W tym momencie zobaczyłam samochód moich rodziców. Od razu do nich podbiegłam. - Dostaliśmy wiadomość, że tu jesteś. Chodź. Jedziemy do domu. - usłyszałam głos mamy. Bez gadania wsiadłam na auta. Po kilku minutach byliśmy już pod domem. Od razu ruszyłam do swojego pokoju. Musiałam napisać coś w pamiętniku. Otworzyłam szafkę, w której zawsze go trzymałam, ale tym razem go tam nie było. Sprawdziłam jeszcze w innych miejscach, ale tam też go nie było. - Nie, nie... to się nie dzieje naprawdę. - mówiłam sama do siebie. Wtem usłyszałam pukanie do okna. Zauważyłam, że to Jorge. Otworzyłam okno. - Na szczęście już cię wypuścili. Martwiłem się. - usłyszałam. - Przyszli, bo Ross na mnie doniósł. - odpowiedziałam. - Kto? - zapytał. - Aaa no tak. To ten co nas zamknął. - wyjaśniłam. Na chwilę zapadła cisza. - Jorge - zaczęłam. - Tak? - spytał. - Czy możesz mi pomóc? Nie mogę znaleźć mojego pamiętnika. Boję się, że już nigdy go nie znajdę. - mówiłam. - Jasne, zaraz będę. - odpowiedziałam i uśmiechnął się do mnie. Ja w tym czasie poszłam jeszcze zapytać rodziców czy nie widzieli pamiętnika. Niestety. Oni też nie mieli pojęcia gdzie jest.

Kilka minut później siedziałam z Jorge, który pomagał mi szukać pamiętnika. W pewnym momencie otrzymał jakiego sms-a. - Kto to? - zapytałam. - Nikt ważny, ale muszę na chwilę wyjść. - powiedział i poszedł sobie bez wyjaśnienia. - O co chodzi?- pomyślałam i zrezygnowana usiadłam na łóżku.

(Z rozdziału 30).


To, że Jorge wyszedł na pewno nie było bezpodstawne, a on nie chciał powiedzieć mi prawdy. Wiedziałam, że może będę tego potem żałować, ale postanowiłam go śledzić. Wyszłam z domu i rozejrzałam się, żeby go odnaleźć. Zauważyłam go idącego przez park. Zobaczyłam, że rozmawia przez telefon. Postanowiłam podbiec bliżej, żeby cokolwiek usłyszeć. Schowałam się za drzewem, ale niestety nic konkretnego nie słyszałam w jakiego rozmowie. Szłam za nim cały czas, co jakiś czas zatrzymując się lub chowając za drzewami tak, aby nie zorientował się, że za nim chodzę. Dopiero kiedy zobaczyłam, że zmierzamy w stronę szpitala zrozumiałam, że w całą tą sytuację zamieszany jest Ross. Jorge wszedł do środka, ale ja postanowiłam zostać na zewnątrz i poczekać na niego a następnie o wszystko zapytać. Nie musiałam czekać długo. Już po chwili zauważyłam go przy wyjściu. Od razu do niego podeszłam. - Jorge! Po co tu przyszedłeś? Do Ross'a, prawda? - dopytywałam. - Tak. Przyszedłem do niego i muszę ci coś powiedzieć. - odpowiedział. - Nie chce mi się słuchać wyjaśnień. Powiedz mi jaki był konkretny powód twojego przyjścia tutaj. - powiedziałam bardzo poważnie. Jednak Jorge nie odpowiadał tylko uważnie mi się przyglądał. - Dlaczego się tak na mnie patrzysz? - zapytałam po pewnym czasie. - Tini, my... nie możemy być już razem. - usłyszałam. Te słowa bardzo mnie zraniły. Czułam się jakby świat przestał istnieć. - A jeszcze jedno. To zdaje się jest twoje. - powiedział i podał mi mój pamiętnik. Chciałam o wszystko zapytać, ale zdążył odejść, a ja nie mogłam z siebie nic wydusić. Wiedziałam, że to wszystko przez Ross'a dlatego postanowiłam pójść do niego. Wchodząc do szpitala zderzyłam się z kimś. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam, że to Ross. - Czyli dzisiaj miał stąd wypis. - pomyślałam. - Ross... - zaczęła. - Co ty mu powiedziałeś? - zapytałam. - Komu? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - Jak to komu?! No Jorge! - zaczęło mnie to denerwować. - Nic mu nie powiedziałem, a co? - usłyszałam. - Nieważne. - odpowiedziałam. - Tini... pójdziemy gdzieś dzisiaj razem. Chcę ci udowodnić, że nie jestem taki jak kiedyś. Zmieniłem się. - tym razem mówił bardzo poważnie. - Zgoda. - ta odpowiedź zaskoczyła mnie samą, ale uważałam, że każdy popełnia błędy i każdy zasługuje na kolejną szansę. Ross wydawał się rzeczywiście inny, dlatego zgodziłam się. Razem poszliśmy do kawiarenki niedaleko. Rozmawialiśmy na różne tematy. Na początku byłam bardzo spięta i denerwowałam się, że może jednak źle zrobiłam, ale kiedy zaczęłam z nim rozmawiać poczułam się bardzo swobodnie i muszę przyznać, że dawno się tak dobrze nie bawiłam. - Jest już trochę późno. Muszę iść. - oznajmiłam. - Jasne. - odpowiedział Ross i uśmiechnął się do mnie. Popatrzyłam chwilę na niego i pocałowałam go w policzek. Uważałam, że zasłużył na to. Kiedy wracałam do domu zauważyłam Jorge. Rozmawiał z Ruggero. Na chwilę weszli do domu a Blanco zostawił swój telefon. Szybko wzięłam go do ręki i odszukałam sms'a, którego dziś dostał. Po chwili znalazłam. Jego treść brzmiała: Masz coś czego ja chcę, a ja mam coś czego ty potrzebujesz.
Szybko odłożyłam jego komórkę w miejsce gdzie przed chwilą leżała a następnie wróciłam do domu. Od razu położyłam się spać.

(Z rozdziału 31).
 
Rano obudził mnie mój wibrujący telefon. Zauważyłam, że Pablo napisał, iż każdy ma przyjść dzisiaj do teatru. Miałam godzinę czasu, aby uszykować się i dojść na miejsce. Wzięłam szybki prysznic, następnie ubrałam beżową bluzkę z koronki i granatowe spodnie. Uczesałam się w kitkę oraz zrobiłam makijaż. Potem zeszłam na śniadanie. Wzięłam torebkę i nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zastanawiałam się kto mógł przyjść i do kogo o dziewiątej rano. Otworzyłam drzwi. Po tym co zobaczyłam nawet nie potrafiłabym wyobrazić sobie swojej miny. Przede mną stał Ross i Jorge. Wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Dziś miałam wyjątkowo dobry humor, a oni musieli mi to popsuć. - Co wy tu robicie? - zapytałam. - Jego się pytaj po co przyszedł. Ja przeszedłem po ciebie, żebyśmy razem poszli do teatru. - usłyszałam Jorge. - No co ty nie powiesz? Ja jestem tu w tym samym celu. - tym razem mówił Ross. Nie zamierzałam bardziej psuć sobie dnia. - Wiecie co? Ja z chęcią pójdę sama, a wy możecie iść razem. - oznajmiłam i uśmiechnęłam się do nich po czym przeszłam między nimi i ruszyłam w stronę teatru. Byłam z siebie bardzo zadowolona, że tak udało mi się to rozwiązać. Po kilku minutach doszłam na miejsce i weszłam do środka. Zauważyłam Lodo i Mechi, więc od razu do nich podeszłam. - Hej - przywitałam się. Następnie spojrzałam w stronę wejścia przez, które właśnie wchodzili Ross i Jorge. Rzeczywiście szli razem. Zachciało mi się śmiać. - Dzień dobry wszystkim. - usłyszałam głos Pablo i wszyscy odwrócili się w stronę sceny. Zaczął opowiadać o poprzednim przedstawieniu i nam gratulować, ale przestałam słuchać kiedy zobaczyłam moją mamą wchodzącą do teatru. - Dzień dobry. Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałabym porozmawiać z Tini i Rossem. - usłyszałam jej głos. - Co? Ja i Ross? O co chodzi? - myślałam. Podeszliśmy do niej, a Pablo kontynuował wypowiedź. - Słuchaj Tini musisz jeszcze dzisiaj wyjechać do Madrytu. Ja dołączę do ciebie dopiero za tydzień lub dwa, ponieważ mam kilka spraw do załatwienia, a że nie chcę zostawiać cię samej zamieszkasz na pewien czas z Rossem. Już ustaliłam to z jego rodzicami. Wykupiliśmy Wam domek. - mówiła mama. To co słyszałam nie mieściło mi się w głowie. Spojrzałam na Rossa. - Wiedziałeś? - zapytałam. - Nie. - odpowiedział. - Okej, nie wiem co tu się dzieje i nie rozumiem po co mam wracać do Madrytu i... i mieszkać z nim! - krzyczałam. - Wszystko ci wyjaśnię kiedy będziesz już w Madrycie. Proszę uszykuj się szybko. Za 2 godziny masz samolot. Przecież do Buenos Aires też nie chciałaś jechać. Teraz wracasz po prostu do swojego rodzinnego miasta. - uspokajała mnie mama. Już nie miałam na nic siły dlatego nawet jej nie odpowiadałam tylko wyszłam z teatru. Byłam pewna, że Jorge wszystko słyszał. Wszyscy słyszeli, a ja nadal nie rozumiałam o co chodzi, ale cóż. Za niecały miesiąc będę pełnoletnia i będę mogła zrobić co zechcę.

Jestem na lotnisku. Za 15 minut będę już w drodze do Hiszpanii. Wszyscy moi przyjaciele przyszli. W pewnym momencie zauważyłam Jorge. Podbiegłam do niego i z całej siły przytuliłam. 
- Wrócisz? - zapytał. - Tak, na pewno. - odpowiedziałam. - Będę na ciebie czekał. Nigdy o tobie nie zapomnę. - po tych słowach jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Przytuliłam Jorge jeszcze raz. - Tini, musimy już iść. - usłyszałam głos Rossa za sobą. Oderwałam się od Jorge i ruszyłam w stronę samolotu. Właśnie rozpoczęło się moje "Nowe Życie".

(Z rozdziału 32).
 

Podróż była okropna. Kiedy myślałam nad tym, że z każdą godziną, minutą i sekundą oddalam się od ukochanego Buenos Aires coraz więcej łez wypływało z moich oczu. 

Kiedy z Rossem wylądowaliśmy ruszyliśmy w stronę tymczasowego mieszkania. Weszłam do środka i uznałam, że jest tu bardzo przytulne, a miejsce to przypominało mój dom w Argentynie, lecz w pomniejszeniu. Weszłam do pokoju z napisem na drzwiach "TINI" i zaczęłam rozpakowywanie. Nie zajęło to dużo czasu, gdyż większość rzeczy zostawiłam w Buenos Aires. Była to bowiem przeprowadzka "tymczasowa". Nie zamierzałam wychodzić już dziś wychodzić z pokoju. Siedziałam na łóżku w ciszy i spokoju, którą nagle przerwał mój telefon. Kiedy zauważyłam, że dzwoni mama od razu odebrałam. - Czekałam aż zadzwonisz i wytłumaczysz mi tą natychmiastową przeprowadzkę do Madrytu. - zaczęłam. - Posłuchaj Tini. Chodzi o to, że ja i twój tata rozstaliśmy się i nie chciałam cię na nic narażać, dlatego kazałam ci wyjechać do Hiszpanii. - tłumaczyła. - Dobrze, ale dlaczego muszę być tutaj z Rossem? - zapytałam. Nie usłyszałam jednak odpowiedzi. - Halo? Mamo? Jesteś tam? - pytałam na pewności. - Tak, tak jestem. Jutro wieczorem przyjadę i wszystko ci wytłumaczę. Zgoda? - odpowiedziała. - Jasne. To pa pa. - pożegnałam się a chwilę po tym rozłączyłam. Wzięłam do ręki pamiętnik i zaczęłam pisać:
 Niesamowite jak wszystko może się zmienić w ciągu kilku chwil. Jesteś sobą i życie czasem wydaje cię na próbę. Los sprawdza ciebie i relacje z twoimi najbliższymi. W dodatku możesz dowiedzieć się kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto odchodzi, gdy robi się źle. Miłość również wystawiana jest na wiele prób. Czasem są dni kiedy płaczesz, aby ktoś inny mógł się śmiać, ale nie należy się martwić. Jak to się mówi Bóg jest sprawiedliwy. Innego dnia ktoś będzie płakał, żebyś ty mógł się śmiać. 
Kiedy skończyłam pisać odłożyłam pamiętnik na szafkę i szybko zasnęłam.

Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca. Wstałam uśmiechnięta. Ubrałam się w bluzkę koloru miętowego i białe spodnie w kwiaty. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Zrobiłam delikatny makijaż. Wychodząc z pokoju szepnęłam: Pierwszy dzień "Nowego Życia". Kiedy zamknęłam drzwi doszedł do mnie piękny zapach dochodzący z kuchni. Uśmiechnęłam się szeroko. Powoli zeszłam po schodach, a następnie weszłam do kuchni. Zobaczyłam Rossa przygotowującego śniadanie. - Hej. - przywitałam się z nim. - Cześć. Siadaj. Śniadanie już gotowe. - odpowiedział, gdy mnie zobaczył. Kiedy jedliśmy już śniadanie panowała ciszą, którą Ross po chwili przerwał. - Co ty na to, żeby iść dzisiaj do kina? W końcu przeprowadzka to nie koniec świata. Poza tym pomyślałam, że tak poprawi ci się humor. - słysząc to czułam, że Ross zmienia się na lepsze. Bardzo mnie to cieszyło. Uśmiechnęłam się do niego i odpowiedziałam - Jasne. Z chęcią pójdę do kina. Dawno nie byłam.

Około godziny 14:30 z mieszkania. Dzień mijał bardzo przyjemnie. Po kinie byliśmy również w kawiarence. Kiedy słońce zaczęło zachodzić wróciliśmy do domku tymczasowego. - Dziękuję ci Ross. Bardzo dobrze się bawiłam. - uśmiechnęłam się do niego. - Cieszę się. To co? Przyjaciele? - zapytał i wyciągnął dłoń w moją stronę. - Przyjaciele. - potwierdziłam i również podałam my swoją dłoń. - Może jednak nie będzie tak źle. - pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie.


Jak potoczyły się dalsze losy bohaterów?
Cóż Tini została siostrą Rossa. (tak wiem, ja to mam pomysły :P) Dowiedziała się o tym kiedy jej mama przyleciała do Madrytu i oznajmiła, że poślubi ojca Rossa. W kwietniu rodzina wróciła do Argentyny. Tini została dziewczyną Jorge, między nimi nie były już nieporozumień i wszystko układało się pomyślnie. Niedługo po tym Fransisco wrócił z Nowego Jorku i w ten sposób rodzina (Tini, Fran, Ross, Mariana i Mark -- tata Rossa -- ) zamieszkali razem.

THE END

<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3
Nie wiem czy na takie zakończenie
liczyliście, ale od razu
informuję: u mnie raczej nie
znajdziecie opowiadania bez
HAPPY ENDU, bo lubię takie,
które dobrze się kończą i każdy
jest zadowolony. Wiecie co? Jeśli
opowiadanie z R5, które niedługo
zacznę, jeśli nie wypali wrócę do tego (tak myślę)

PODZIĘKOWANIA
Dziękuję wszystkim, którzy weszli na tego bloga, tym którzy napisali komentarz i czytali te moje bezsensowne opowiadania. (haha) Nie raz dzięki Wam w zły dzień na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Jesteście super! Dam Wam też taką radę, którą kiedyś ktoś poradził mi: NIE PRZEJMUJCIE SIĘ TYM CO MÓWIĄ INNI LUDZIE I ŻYJCIE PEŁNIĄ ŻYCIA. NIE BÓJCIE SIĘ PRÓBOWAĆ NOWYCH RZECZY. KTO NIE RYZYKUJE... TEN NIC NIE MA. :***
Do zobaczenia w prologu nowego opowiadania! 
  

3 komentarze:

  1. Swietne zakonczenie ;-) Zaczytalam sie i troche mi szkoda ze to juz koniec ;-) Zle postacie staly sie dobrymi no i Tini byla z Jorge same szczesliwe zakonczenia ;-) Czekam z niecierpliwoscia na prolog z nowym opowiadaniem i zycze powodzenia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to bardzo miło mi słyszeć, że się zaczytałaś :* Prolog jest już napisany, zależy kiedy go wstawię <3

      Usuń