ROZDZIAŁ #23
Hejka! Co u Was? Dziś mam dla Was rozdział 23 i postanowiłam, że przy każdym rozdziale będzie dedykacja i jakiś cytat. Nie wiem czy podoba Wam się ten pomysł, dlatego dajcie mi znać w komentarzach.
DEDYKACJA DLA: Violetta Verdas
CYTAT: "Tylko raz w życiu spotkasz taką osobę, na której Ci bardzo zależy. Najlepiej zrobić wszystko, żeby nie odeszła."
MIŁEGO CZYTANIA ROZDZIAŁU...
Nasz pocałunek przerwał jakiś pan, prawdopodobnie właściciel tego miejsca. - Panie Blanco! Czas minął. Koniec randki. - mówił poważnym tonem. Był trochę przerażający. - Dobrze. Dziękuję za udostępnienie tego miejsca. Do widzenia. - Jorge odpowiedział bardzo spokojnie. Kilka chwil później wyszyliśmy z tego wspaniałego miejsca. - Niestety nie udało się załatwić transportu w drugą stronę, więc musimy iść na pieszo. - oznajmił, choć wcale nie wyglądał na smutnego z tego powodu. Dla mnie to była dobra wiadomość, ponieważ chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Blanco. Gdy byliśmy w połowie drogi słońce już prawie zaszło, a na dworze było coraz ciemniej. W pewnym momencie zaczęło kropić. Co jakiś czas spadały na mnie małe kropelki deszczu. Potem było ich coraz więcej aż w końcu rozpadało się na dobre. - Jorge ile jeszcze? Nie lubię chodzić w deszczu. - marudziłam. - Nie marudź tak. - odpowiedział i delikatnie mnie pocałował. Następnie wziął moją rękę i razem pobiegliśmy w stronę mojego domu. Byliśmy już nie daleko, gdy nagle obcas od mojego buta złamał się i gwałtownie upadłam na chodnik, którym biegliśmy. - Nic ci nie jest? - zapytał bardzo przejęty moim upadkiem. - Nie wiem. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie wiedziałam czy coś mi się stało. Podał mi swoją rękę i pomógł wstać. Dopiero teraz poczułam okropny ból w kostce. - Bardzo boli? - zapytał. - Trochę tak. - odpowiedziałam, a on wziął mnie na ręce. Nie sprzeciwiałam się. Po około pięciu minutach doszliśmy do mojego domu. Kiedy otworzyłam drzwi postawił mnie na ziemię. Następnie pożegnaliśmy się i poszedł do swojego domu. Ja natomiast zamknęłam drzwi i zapaliłam światło. - Wygląda na to, że wszyscy już poszli spać. - pomyślałam. Po cichu weszłam po schodach do mojego pokoju. Dopiero wtedy zobaczyłam, że jest już prawie dwudziesta druga. Przebrałam się i zmyłam makijaż, a następnie położyłam się spać, ponieważ chciałam być wypoczęta. Jutro miał być występ w teatrze. Całe szczęście szybko zasnęłam.
Obudziły mnie promienie słońca oświetlające mój pokój. Spojrzałam na telefon, który wskazywał godzinę 8:50. Przetarłam oczy. Dziś nigdzie mi się nie spieszyło, bo w teatrze występ jest dopiero o 18, więc jeśli przyjdę o 17 będzie w sam raz. Spokojnie wstałam z łóżka. Moja noga nie bolała już tak bardzo jak wcześniej. Było o wiele lepiej. Podeszłam do szafy, aby wybrać strój na dzisiejszy dzień. Ubrałam się w krótką, szarą bluzkę i białą spódniczkę. Po tym poszłam zrobić makijaż. Gdy byłam gotowa podeszłam do okna i otworzyłam je. Dzisiaj był ciepły, słoneczny dzień. Delikatny wiatr rozwiewał moje włosy. Przymknęłam oczy. Z mojego transu wyrwał mnie znajomy głos. - O czym tak myślisz? - wzdrygnęłam się. - Przestraszyłeś mnie. - powiedziałam cały czas mając bardzo dobry humor. - Jak twoja noga? - zadał kolejne pytanie. - Już lepiej, dziękuję. - oznajmiłam, uśmiechając się do niego. Potem coś jeszcze powiedział, ale przestałam słuchać. Skupiłam się na hałasie dochodzącym z dołu. Jakby kilka osób się kłóciło. - Tini! - krzyknął. Natychmiast odwróciłam się w jego stronę. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - spytał bardzo zdenerwowany. Ja natomiast znów usłyszałam jakieś krzyki z dołu domu. Spojrzałam na Jorge. - Przepraszam, muszę coś sprawdzić. - powiedziałam i zamknęłam okno. Delikatnie otworzyłam drzwi od mojego pokoju. W salonie stał mój bart, Olga oraz jakaś kobieta z mężczyzną. Podeszłam do schodów i po cichu zaczęłam po nich schodzić, tak, aby nikt mnie nie zauważył. Wtem znów zaczęły się kłótnie. Nie wytrzymałam. - Co tu się dzieje?! - krzyknęłam. Gdy zeszłam po schodach kobieta podbiegła do mnie i mnie przytuliła. - Martina, Martinka! Nie wierzę, to naprawdę ty. - mówiła płacząc. Mój problem poległ na tym, że nie wiedziałam kto to jest. Kiedy kobieta mnie puściła zapytałam. - Ale o co chodzi? Ja... pani nie znam. - Tini.... to są nasi rodzice. - powiedział Fransisco. Zamarłam. Zawsze chciałam, żeby rodzice byli ze mną, ale... ale teraz gdy już ich widzę wstępuje we mnie złość. Złość za to, że nie było ich, gdy tak bardzo byli mi potrzebni. Gdy wylewałam litry łez i nie mogłam pogodzić się z ich stratą. - Teraz będziemy już razem. - oznajmiła... mama. - Nie. Wy jesteście dla mnie jak obcy ludzie, nie znam was. Dajcie mi spokój. - powiedziałam w miarę spokojnie. - Ale my cię kochamy. - twierdziła. - To dlaczego nie było was, gdy tak bardzo za wami tęskniłam? Dlaczego? Czy byliście choć raz ze mną w dniu urodzin? Czy choć raz zajęliście się mną, gdy było coś nie tak? Nie! Nigdy was nie było. A teraz jeszcze mówisz, że mnie kochacie. I co to jest za miłość?! Taka co rani i oszukuje? Nie chcę otaczać się takimi ludźmi, którzy kłamią, oszukują i twierdzą, że to miłość. - zakończyłam swoją wypowiedź. Tym razem była silniejsza niż zazwyczaj. Powiedziałam wszystko, co o nich myślałam. - Wiem, ja wiem, że było źle, ale teraz będzie już tylko lepiej. Jutro wracamy do Madrytu. - mówiła. - Co?!
()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()
Obudziły mnie promienie słońca oświetlające mój pokój. Spojrzałam na telefon, który wskazywał godzinę 8:50. Przetarłam oczy. Dziś nigdzie mi się nie spieszyło, bo w teatrze występ jest dopiero o 18, więc jeśli przyjdę o 17 będzie w sam raz. Spokojnie wstałam z łóżka. Moja noga nie bolała już tak bardzo jak wcześniej. Było o wiele lepiej. Podeszłam do szafy, aby wybrać strój na dzisiejszy dzień. Ubrałam się w krótką, szarą bluzkę i białą spódniczkę. Po tym poszłam zrobić makijaż. Gdy byłam gotowa podeszłam do okna i otworzyłam je. Dzisiaj był ciepły, słoneczny dzień. Delikatny wiatr rozwiewał moje włosy. Przymknęłam oczy. Z mojego transu wyrwał mnie znajomy głos. - O czym tak myślisz? - wzdrygnęłam się. - Przestraszyłeś mnie. - powiedziałam cały czas mając bardzo dobry humor. - Jak twoja noga? - zadał kolejne pytanie. - Już lepiej, dziękuję. - oznajmiłam, uśmiechając się do niego. Potem coś jeszcze powiedział, ale przestałam słuchać. Skupiłam się na hałasie dochodzącym z dołu. Jakby kilka osób się kłóciło. - Tini! - krzyknął. Natychmiast odwróciłam się w jego stronę. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - spytał bardzo zdenerwowany. Ja natomiast znów usłyszałam jakieś krzyki z dołu domu. Spojrzałam na Jorge. - Przepraszam, muszę coś sprawdzić. - powiedziałam i zamknęłam okno. Delikatnie otworzyłam drzwi od mojego pokoju. W salonie stał mój bart, Olga oraz jakaś kobieta z mężczyzną. Podeszłam do schodów i po cichu zaczęłam po nich schodzić, tak, aby nikt mnie nie zauważył. Wtem znów zaczęły się kłótnie. Nie wytrzymałam. - Co tu się dzieje?! - krzyknęłam. Gdy zeszłam po schodach kobieta podbiegła do mnie i mnie przytuliła. - Martina, Martinka! Nie wierzę, to naprawdę ty. - mówiła płacząc. Mój problem poległ na tym, że nie wiedziałam kto to jest. Kiedy kobieta mnie puściła zapytałam. - Ale o co chodzi? Ja... pani nie znam. - Tini.... to są nasi rodzice. - powiedział Fransisco. Zamarłam. Zawsze chciałam, żeby rodzice byli ze mną, ale... ale teraz gdy już ich widzę wstępuje we mnie złość. Złość za to, że nie było ich, gdy tak bardzo byli mi potrzebni. Gdy wylewałam litry łez i nie mogłam pogodzić się z ich stratą. - Teraz będziemy już razem. - oznajmiła... mama. - Nie. Wy jesteście dla mnie jak obcy ludzie, nie znam was. Dajcie mi spokój. - powiedziałam w miarę spokojnie. - Ale my cię kochamy. - twierdziła. - To dlaczego nie było was, gdy tak bardzo za wami tęskniłam? Dlaczego? Czy byliście choć raz ze mną w dniu urodzin? Czy choć raz zajęliście się mną, gdy było coś nie tak? Nie! Nigdy was nie było. A teraz jeszcze mówisz, że mnie kochacie. I co to jest za miłość?! Taka co rani i oszukuje? Nie chcę otaczać się takimi ludźmi, którzy kłamią, oszukują i twierdzą, że to miłość. - zakończyłam swoją wypowiedź. Tym razem była silniejsza niż zazwyczaj. Powiedziałam wszystko, co o nich myślałam. - Wiem, ja wiem, że było źle, ale teraz będzie już tylko lepiej. Jutro wracamy do Madrytu. - mówiła. - Co?!
()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()()
Mam nadzieję, że nie zanudziliście się
przy tym rozdziale. Chciałam, żeby
ciągle się coś działo. Mam nadzieję,
że się udało. :D Myślę, że na następny
dość długo poczekać, ponieważ w nabliższym
tygodniu mam codziennie jakieś sprawdzianu.
Do następnego!
3 komnetarze ~ rozdział 24

Pierwsza! ♥
OdpowiedzUsuńWięc kochana.
UsuńRozdział cudny.
Ale coś mi za kolorowo u Jortini.
A jeszcze ten wątek z rodzicami... Ojejku, jestem ciekawa czy zabiorą Tinke od Jorgusia, czy się rozstaną... *-*
Czekam na nexta z niecierpliwością!!!
Cieszę się, że rozdział ci się spodobał. Postaram się szybko wwstawić kolejny, ale nie będzie zbyt długi, bo w tym tygodniu mam bardzo dużo nauki
UsuńJestem i ja :D
OdpowiedzUsuńRozdział piękny i cudowny
jak zawsze ;)
Czekam na wićej
caluje
Dziękuję :*
UsuńWiesz? Ja też czekam na więcej, ale na twoim blogu :D
Przepraszam ;c
OdpowiedzUsuńOpuściłam się w komentowaniu, ale obiecuję, że to się już nie powtórzy.
Miałam taki zachrzan w szkole, że lepiej nie gadać ;c
Przepraszam ;*
Rozdział jest świetny <3
Jak pięknie u Jortini *.*
Oj oni zawsze będą cudowni <3
Cudo ;*
Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;* http://jortinimylife.blogspot.com/
Dziękuję. Niestety przez szkołę nie jestem wstanie pisać komentarzy u ciebie ale postaram się to zmienić :) wiec że jestem na bieżąco z opowiadaniem :)
UsuńDzięki :*
OdpowiedzUsuńUwielbiam tyle akcji :-) Pisz tak dalej bo jest super :-) Romantyczny Jorge <3 Powrot rodzicow i wyjazd niech jada sobie sami :-)
OdpowiedzUsuń